Srebrna konkwista w mistrzostwach Daichmanna

MKP 1

W tegorocznej edycji wrocławskich minimistrzostw DAICHMANNA wystartowały 33 ekipy, wśród których ukryci pod hiszpańskim szyldem do piłkarskiej rywalizacji przystąpiły orliki MKP Wołów. Ich postawa w trudnej, grupowej fazie walki nie przyprawiała wprawdzie o kolorowy zawrót głowy (dopiero 4.pozycja w tabeli), lecz kiedy zmagania wkroczyły na decydujący już etap, nasi chłopcy po raz kolejny okazali się rewelacją wrocławskiej imprezy.

Fazę play-off podopieczni trenera Grzegorza Paczkowskiego rozpoczęli od starcia z Belgią (Trik Wrocław) i trudno było przypuszczać, aby potknęli się na tej sportowej przeszkodzie. Rywale zagrali wprawdzie bardzo ambitnie, za co spotkała ich zasłużona nagroda w postaci dwóch strzelonych goli, ale trafienia te w żaden sposób nie mogły dać awansu, gdyż wołowscy Hiszpanie zagrali o wiele skuteczniej i bez większych komplikacji zameldowali się w kolejnej fazie zmagań (10-2).

Na drodze do ćwierćfinału młodym konkwistadorom futbolu stanęli reprezentanci Japonii (Polonia Trzebnica). Już po pierwszym gwizdku arbitra okazało się, iż nie ma najmniejszych szans, aby na wrocławskiej murawie azjatycka wiśnia rozkwitła w pełnej krasie futbolowego blasku. Kontrolę nad meczem do początku i bezdyskusyjnie przejęli hiszpańscy matadorzy, raz za razem boleśnie kłując konkurentów szpadami celnych strzałów, fundując przeciwnikom coś na kształt piłkarskiego harakiri (7-0).

Mimo efektownych zwycięstw nad Belgią i Japonią nasi reprezentanci nie byli faworytem ćwierćfinałowego spotkania z Holandią (FC Wrocław Academy) - bezapelacyjnymi triumfatorami rywalizacji w pierwszej fazie imprezy, prezentujących szybką i bardzo techniczną grę. „Pomarańczowych” obawiali się wszyscy, ale niderlandzki diabeł okazał się mieć tylko wielkie oczy. Wołowianie znakomicie wykorzystali atut fizycznej dominacji, nie pozwalając wzlecieć Holendrom ponad wyznaczony przez siebie poziom. Rywale próbowali przejąć inicjatywę, nadać pojedynkowi własny styl, lecz ich starania odbijały się od żelaznego pancerza konkwistadorskiego zdecydowania i konsekwencji. Z podciętymi skrzydłami, bez skutecznej recepty na grę holenderskie ptaki futbolu wyglądały jak nieloty, mogące tylko z rzadka szarpać się w hiszpańskiej klatce i bezradnie liczyć tracone gole, a na listę strzelców wpisywali się kolejno: Jakub Hoja, Adam Judziński oraz Marek Leśniewski.

Efektowne i w pełni zasłużone zwycięstwo (3-0) nad wymagającym przeciwnikiem szeroko otworzyło przed zawodnikami MKP drogę do medali, na której stanęli jednak rewelacyjni Kolumbijczycy (FC Wrocław Academy) - sprawcy jednej z największych niespodzianek czerwcowego turnieju, gdyż wyrzucili „za burtę” wrocławskiej imprezy ekipę USA (Polonia Środa Śl.), murowanego faworyta do medalu. Wrocławscy Latynosi mogli pochwalić się także hiszpańskim skalpem, gdyż w rozgrywkach grupowych niespodziewanie pokonali także ekipę MKP (0-1). Play-off to jednak zupełnie inna historia…

…a zaczęła się ona od trafienia wołowian, lecz nasi chłopcy długo nie cieszyli się z prowadzenia. Wymiana potężnych piłkarskich ciosów trwała przez całą pierwszą połowę. Na szczęście skuteczniejsi byli Hiszpanie, a na wyróżnienie zasługuje gol bramkarza Kacpra Golinowskiego. Kibice futbolu z pewnością pamiętają upokorzenie Tomasza Kuszczaka z towarzyskiego pojedynku naszej reprezentacji z… Kolumbią. Tym razem młody golkiper MKP wziął symboliczny rewanż na Los Cafeteros i w ten sam sposób zaskoczył swojego vis-a-vis, ustalając w ten sposób wynik pierwszej odsłony tego pasjonującego pojedynku (3-1). Także w drugiej połowie rywale zmusili hiszpańskich konkwistadorów do maksymalnego wysiłku. Twarda piłkarska walka, okraszona z obu stron strumieniami potu i łez zyskała jeszcze więcej na dramaturgii w samej końcówce, gdyż walecznym Latynosom udało się zdobyć kontaktowego gola. Pełni nadziei na remis kolumbijscy kibice jęknęli z zawodu, kiedy wynik pojedynku nie zmienił się, a powietrze ostro rozciął końcowy gwizdek arbitra. Jeszcze długo po zakończeniu spotkania obie futbolowe armie zalegały piłkarską płytę liżąc bitewne rany, a z wiadomych powodów te hiszpańskie wydawały się mniej głębokie i bolesne.

Podbicie walecznej, twardo walczącej Kolumbii kosztowało naszych konkwistadorów wiele energii i choć satysfakcja z kolejnego sukcesu była olbrzymia, to jednak skutki tego morderczego pojedynku chłopcy odczuli w konfrontacji finałowej.

Do meczu z Irlandią (Polonia Wrocław) przystąpili bowiem z kompletnie rozładowanymi akumulatorami. W ich oczach widać było ogromną wolę zwycięstwa, lecz za tą szczerą chęcią nie stały żadne piłkarskie argumenty. Kompletnie bezsilni na tle żwawo biegających Irlandczyków snuli się po murawie bezradnie patrząc, jak marzenia o końcowym zwycięstwie toną w potoku składnych akcji i pod gradem celnych strzałów rywali. Kiedy La Furia Roja była już praktycznie rozstrzelana, na przysłowiowe otarcie łez trafił Paweł Leśniewski, ratując w ten sposób hiszpański honor, gdyż losy pojedynku były już rozstrzygnięte (1-7).

 

Pierwsi z przegranych - tak właśnie niektórzy określają srebrnych medalistów sportowych imprez. W podsumowaniu wrocławskiego występu naszych młodych piłkarzy nie może być jednak mowy o przegranej. Cała impreza była bowiem wspaniałą futbolową zabawą i wszyscy jej uczestnicy są zwycięzcami - z tym, że formalni triumfatorzy czerpali z niej o wiele więcej satysfakcji. Wołowianie zaprezentowali spore futbolowe umiejętności, za co zyskali wiele szacunku i sympatii wśród sportowych konkurentów - nawet, a może szczególnie w szeregach zwycięskich Irlandczyków. Swoją sportową postawą i konsekwentną grą w pełni zasłużyli na każdy gram srebrnych krążków, które na zakończenie zmagań zawisły na szyjach: Kacpra Golinowskiego (1 gol w turnieju) - Filipa Dymitruka (14), Jakuba Hoji (28), Szymona Jedynaka, Adama Judzińskiego (9), Marka (8) i Pawła (9) Leśniewskich, Huberta Skrzeka (8), Igora Szydełko (17) oraz Mateusza Żmudy (7).

Dodano: Czwartek, 13 czerwca 2013